wtorek, 25 kwietnia 2017

Bizantyjski klasztor Osios Lukas






Właściwie nie boję się nieznanego.
Tylko trochę szkoda mi tracić to, co znam.
(Eric - Emmanuel Schmitt)






Na jednym z blogów zobaczyłam zdjęcia z klasztoru Osios Lukas... Marzyłam by go zobaczyć... Ilekroć wchodzę do wnętrza kościoła prawosławnego jestem  pod jego ogromnym wrażeniem duchowym... To wnętrze  również budzi  we mnie dreszczyk emocji... Z zachwytem patrzę na ikonostas, połyskujące złotem tła ikon, wspaniałe mozaiki, przepych wnętrza... W powietrzu unosi się woń kadzideł, świec woskowych i zapach kilkusetletniej historii...   Interesowała mnie i to bardzo, architektura bizantyjska, która zaczęła powstawać już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa około IV wieku... Jednak największy jej rozkwit przypadł na wieki od IX do XV. Były to przeważnie bazyliki oparte na planie krzyża greckiego, przykryte centralną kopułą... Klasztor Osios Lukas został założony na początku X wieku w pobliżu miasta Distomo... Jadąc do niego ma się wrażenie, że położony jest na końcu świata... Prowadzi do niego jedna, bardzo kręta droga, która kończy się przy klasztorze... Faktycznie zespół klasztorny ulokował się  na  zachodnich, bardzo malowniczych stokach masywu Helikon...






Swoją nazwę klasztor zawdzięcza założycielowi, błogosławionemu Łukaszowi Stiriocie... Ów młodzieniec natchniony przez Boga opuścił dom rodzinny, by pogłębić swe życie w wierze... Wiódł pustelnicze życie i zasłynął z pobożności, uzdrowicielskiej mocy i daru prorokowania... Zgromadził grupę uczniów z którymi  właśnie  tutaj osiedlił się... Mnisi wznieśli tutaj cele i niewielką świątynię, w której pochowano świętego, założyciela tego zgromadzenia... Z czasem rozbudowywano zespół klasztorny i to co obecnie widzimy powstało w 1011 roku...  Ta świątynia stała się wzorcem dla budowli sakralnych  w całym Bizancjum...






Największym skarbem bizantyjskiego klasztoru są znajdujące się wewnątrz, bijące blaskiem złote, piękne, misternie ułożone mozaiki... Na ich widok, odebrało mi mowę...  Od zawsze interesowała mnie sztuka tworzenia dekoracyjnych wzorów i obrazów przez układanie drobniutkich barwnych kamyczków, szkła i ceramiki... Już starożytni Grecy tworzyli mozaiki przedstawiające sceny mitologiczne...  Technika mozaiki została przejęta z kultury antycznej do rodzącej się sztuki wczesnochrześcijańskiej... Wnętrza bazylik,  kościołów bizantyjskich zdobiono całymi zespołami mozaik... Te, z klasztoru Osios Lukas są zaliczane do największych arcydzieł średniowiecza... Olśniewają bogactwem kolorystycznym, doskonałością kompozycji i precyzją wykonania... Stałam w bezruchu wpatrzona w mozaiki i zewsząd  spoglądały na mnie uduchowione, wielkookie postaci Chrystusa, Maryi, apostołów...  Prorocy, męczennicy, anioły, święci,  oni wszyscy mają  tutaj dokładnie określone  miejsce...  Narteksie, głównego kościoła klasztornego znajduje się  najsłynniejszą mozaika  licząca 1000 lat przedstawiająca Chrystusa myjącego nogi swoim uczniom... Dostrzegam  Jana Chrzciciela gdy chrzci stojącego w wodach Jordanu Chrystusa, na innej rodzi się Dzieciątko... Niestety, część mozaik zostało uszkodzone przez trzęsienie ziemi i zastąpiono je równie pięknymi freskami... Na ścianach wiszą ikony - święte obrazy, zawieszone w ściśle określonym porządku...








Klasztor z zewnątrz wygląda dosyć niepozornie jednak gdy wejdziemy do środka od razu przykuwa naszą uwagę... Jego mury zbudowano  z białego kamienia i czerwonej cegły...  Klasztor składa się z dwóch kościołów:  Theotokos ( Bogurodzicy) mniejszy i główny Katholikon (Katolicki)...  Oba  wewnątrz mają  galerie, kaplice, ikony, freski, mozaiki... Theotokos to prawdziwe dzieło  architektury bizantyjskiej...  Są tutaj kolumny korynckie oraz ciekawa posadzka mozaikowa... Katholikon zbudowany jest na  planie ośmiobocznym...Pod świątynią jest duża krypta z trzema grobowcami m.in Osiosa Lukasa... Zdobią ja freski wśród których wyróżnia się Zdjęcie z krzyża...  Byłam urzeczona  klasztorem i jego wspaniałym położeniem w przepięknej górskiej scenerii...  Prawosławny bezcenny zabytek w 1990 roku został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO...







poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Ruiny niewielkiego zameczku w Bydlinie



Szlak Orlich Gniazd to wyjątkowe miejsce...  Z jednej strony zadziwia naturalnością i wspaniałą przyrodą a z drugiej,  fascynującą podróżą przez czternastowieczne fortyfikacje...  Ruiny warowni zachwycają swym  położeniem na wyniosłych wzgórzach i wśród malowniczych, wapiennych ostańców... Większość tutejszych obiektów jest bardzo popularna i określana mianem Orlich Gniazd...  Są jednak takie, które zdają się być zapomniane bądź nieznane...  Pewnego wiosennego dnia po raz kolejny  wybrałam się na Jurę Krakowsko - Częstochowską... Pogoda tego dnia  zachęcała raczej do pozostania w domu... Jako osoba "zakręcona" na punkcie zamków, mimo wszystko postanowiłam  zobaczyć nieznane mi dotąd,  ruiny średniowiecznego zameczku w Bydlinie... Ta niewielka wieś,  położona jest  na skraju śląskich lasów w powiecie olkuskim... W  północnej części Bydlina jest cmentarz miejski a obok niego parking...  Dojście do ruin jest dobrze oznakowane i prowadzi leśnym duktem... Nie jest daleko, może 200 metrów...   Na szczęście, mżawka przestała siąpić i nastąpiły przejaśnienia... 






Na niezbyt wyniosłym, leśnym wzgórzu wznoszą się niewielkie, postrzępione jakieś dziwne ruiny z wapienia...  Od razu widać, że fragmenty murów zostały odrestaurowane... Miałam jednak wrażenie, że zatraciły swoją dawność i tajemniczość... Od razu byłam przekonana, że wyglądają jakoś dziwnie, nienaturalnie... Zameczek w Bydlinie powstał prawdopodobnie na początku XIV wieku... Wg informacji z tablicy znajdującej się na parkingu, pierwotnie budowla składała się z wieży obronnej, budynku mieszkalnego trzykondygnacyjnego i dziedzińca... To co po niej pozostało, ma kształt prostokąta...   Zewnętrzne mury zamku z trzech stron otaczała fosa i kamienno-ziemny wał... Obserwując roślinność porastającą  teren od strony północnej, wszystko wskazuje na niegdysiejsze bagna...






Niemal wszystkie zamki warowne na Szlaku Orlich Gniazd, wzniesiono na niedostępnych wapiennych wzgórzach... Ich zadaniem było strzec granic Królestwa Polskiego przed najazdem Czechów od strony Śląska... Warownia w Bydlinie w XIV wieku należała do jednego z nieślubnych synów Kazimierza Wielkiego... Kto był jej budowniczym? być może ród Toporczyków, a może rycerz Niemierza herbu Strzała?  Nadal nie wiadomo... Budowla  na przestrzeni wieków przechodziła burzliwe dzieje...





 Obchodzę całą budowlę dookoła... W narożach zamek jest wsparty ukośnymi przyporami... Grubość ścian dochodzi do 2 metrów... A co do jego historii... Miał dwudziestu właścicieli... W XVI wieku przeszedł na własność Bonerów, potem Firlejów... Jan Firlej zamienił zamek na kościół... Potem oddał go zborowi ariańskiemu... Syn Jana oddał kościół katolikom... W końcu zniszczyli go Szwedzi... Budowla podupadała i coraz bardziej niszczała... Mury obronne rozbierane były przez okolicznych mieszkańców... Zamek ostatecznie uległ ruinie... To co zobaczyłam, nie powaliło mnie na kolana... Jak pewnie o tym wiecie, zazwyczaj z moich ust, co chwilę wydobywają się znamienne ochy i achy... Tym razem ich nie było... Ze względu na burzliwą historię tego miejsca, mimo wszystko, warto było tu przyjechać i zobaczyć co jeszcze zostało z  dawnej świetności tego zamku...